Duma Katalonii na zakręcie, czy Villa jest potrzebny Barcelonie?

Marek Hybiak

Sezon dobiega końca. Liga hiszpańska znajduje się na ostatniej prostej. W Lidze Mistrzów czeka nas już tylko finał na Santiago Bernabeu. To bardzo trudny tydzień dla FC Barcelony. Nie dość, że nie obroni ona Champions League to czuje na plecach oddech madryckiego Realu.

Sprawiedliwości stało się zadość, szkoda tylko, że na siłę

Rozmawiałem z wieloma osobami znającymi się na piłce nożnej, będącymi pasjonatami futbolu o drugim półfinale Ligi Mistrzów. Często ich argumentem, ślepo powtarzanym za Jose Mourinho był fakt, że rok temu  Chelsea została okradziona z finału przez sędziującego wówczas Szweda Andersa Friska. Odnoszę wrażenie, iż tym razem tak bardzo sędziowie nie chcieli, nawet przez przypadek, pomóc Barcelonie, że ją skrzywdzili. Nie ujmując nic Interowi, walczyli w dziesiątkę niczym Spartanie pod Termopilami, decyzje sędziów pozostawiają sporo kontrowersji. Zarówno w pierwszym jak i drugim półfinale. Bramka Milito ze spalonego, nie podyktowany rzut karny po faulu na Danim Alvesu w pierwszym meczu, no i wreszcie rzekoma ręka Yaya Toure w drugim meczu po której bramkę na wagę awansu mógł zdobyć Bojan. Nie zdobył, bo nie uznał jej belgijski sędzia. Wszyscy widzieli jak było. Wszyscy przeciwko Barcelonie?

Barcelona nie umie przegrywać

Po pierwszym półfinale Mourinho mówił na konferencji prasowej, ze klub ze stolicy Katalonii nie potrafi przegrywać. Niestety Barca przekonała nas o tym w najgorszy możliwy sposób. Odebrane marzenia o finale, co tam finał, o obronie Pucharu Europy w Madrycie tak zaślepiły społeczność klubu, że włączono zraszacze, aby jak najszybciej przegonić świętujących graczy Interu. Irytacja Valdesa i tego demonstracji nie trzeba komentować. Barca popełniła błąd, który nadszarpnął jej otoczkę klubu niezwykłego. Porażka w dwumeczu była szokiem pomieszanym z frustracją. Znajduję tylko takie uzasadnienie kompromitującego zachowania ludzi związanych z klubem z Camp Nou.

Rycerze Pellegriniego nie są z Realu

Chilijski trener Realu Madryt, Manuel Pellegrini zrobił z Villareal coś w rodzaju tylnej straży Realu. Pellegrini pozostający w wręcz ojcowskich stosunkach z swoimi byłymi podopiecznymi może liczyć na wsparcie jakiego nie ma Barcelona. – W Realu nie doceniają Manuela Pellegriniego. Z nim Real gra o wiele lepiej, ma o niebo lepsze statystyki niż w poprzednim sezonie. Pellegrini jest jak ojciec dla piłkarzy, dałby się za nich pokroić, życzę każdemu takiego trenera. Ale działacze wolą jakiegoś pyskatego gościa, który w kółko będzie się wychwalał. A Manuel jest cichy i spokojny, woli pracować z zawodnikami niż latać ze wszystkim do mediów – mówi Marcos Senna. Piłkarze ” Żółtej Łodzi Podwodnej” chcą podarować tytuł mistrzowski Pellegriniemu i zatrzymując Barce utorować drogę Realowi. Kolejny dowód na to, że cała liga jest przeciwko Barcelonie. Duma Katalonii trwa w wyniszczającej walce z wszystkimi drużynami dookoła. Efekt jest piorunujący. Barca za burtą Champions League a o Copa del Rey już dawno zapomniała. Sezon stał się nader wyczerpujący. Wydaje się, że każdy mecz wysysa z Barcy soki życiowe. Zespół opuszczają siły a ławka rezerwowych jest krótka jak włosy Guardioli. W sobotę najważniejszy mecz w tym sezonie jaki pozostał Barcelonie. Muszą podnieść się po włoskiej katastrofie i odnieść zwycięstwo. Choćby 1-0 jak z Interem. Lecz tym razem taki wynik uszczęśliwiłby Katalonię i dał oddech piłkarzom Pepa przynajmniej na kilka dni.

Kto chce do Barcy? Ręka w górę!

Dziennikarze prześcigają się, kto może wzmocnić Barcelonę po sezonie. Marca, As, El Mundo Deportivo codziennie donoszą o spekulacjach transferowych. Ostatnim newsem jest zakontraktowanie Davida Villi z Valencii. Prezesowi Laporcie zależy, aby dopiąć transfer jeszcze zanim upłynie jego prezydentura. Chce również zdążyć przed Mistrzostwami Świata, bo po nich cena Villi niewątpliwie wzrośnie. Pytanie tylko, czy napastnik reprezentacji Hiszpanii jest niezbędny w Barcelonie. David Villa jest trzeci w klasyfikacji strzelców Primera Division. Ale oglądając jego mecze mam wątpliwości czy jego umiejętności są warte 30 mln i Hleba oraz, o zgrozo, Bojana Krkica. W Barcelonie jest miejsce tylko dla zawodników o absolutnie wyjątkowym talencie. Villa ma już 28 lat, za chwilę zaczną się kontuzje, spadek formy. Villa ma technikę potrzebną do gry w przestrzeni pola karnego, ale czy będzie potrafił zagrać na skrzydle, przedryblować obrońcę i dograć do partnerów tak jak chociażby Thierry Henry? Bo nie wyobrażam sobie żeby Zlatan Ibrahimović grzał ławę. Ten transfer to bardzo niepewne ulokowanie pieniędzy. Bardziej przydałby się Barcelonie bramkostrzelny skrzydłowy. Ktoś pokroju Naniego, którego talent eksplodował pod skrzydłąmi sir Alexa Fergusona. Umiejętności Naniego już porównywane są z zdolnościami Cristiano Ronaldo… Nani niewątpliwie jest w gronie najlepszych skrzydłowych świata. Ten sezon należy do Roneya, Nani ma dopiero 2 gole, anglik 26. Jednak obecność Portugalczyka w składzie zwiększyła by pole manewru trenerowi bardziej niż osoba Davida Villi. Do tego w ramach rozliczenia ma odejść Bojan. Największy talent hiszpańskiej młodzieżówki. Jeżeli Laporta wypuści Krkica z Barcy to da dowód na to, że zależy mu na spektakularnym transferze tuz przed ustąpieniem z fotela prezydenta za wszelką cenę. Przymierzania do linii ataku Barcy są również David Silva i Juan Mata z Valencii, Ashley Young z Aston Villi czy Robin Van Persi z Arsenalu Londyn. Inny gracz tego klubu, Andrey Arshavin na dniach kolejny raz podkreślił, że jego marzeniem jest gra w koszulce Blaugrany. W wyniku wybuchu sexafery, ostatecznie upadł pomysł ściągnięcia Francka Ribery. Nie tylko w stolicy Katalonii…

Barcelona potrzebuje wzmocnień. Ważne, żeby były to wzmocnienia przemyślane.

 
Wszelkie prawa zastrzeżone, teksty.wojtom.pl 2010